Malezyjskie Multi-Kulti – stereotypy kontra rzeczywistość

Gdy przyjeżdżałam do Malezji ponad 2 lata temu, miałam o tym kraju bardzo mgliste pojęcie. Na usprawiedliwienie dodam, że wówczas Azja średnio mnie interesowała – w planach był wyjazd do Ameryki Południowej; wtajemniczeni wiedzą, że Malezja wyszła trochę przez przypadek.

Czytaj dalej „Malezyjskie Multi-Kulti – stereotypy kontra rzeczywistość”

Przystanek Woodstock – Festiwal Wariatów [Aktualizacja 2017]

Widzisz tę dziewczynę? Roześmiana, opalona, przykurzone włosy, kolorowe bikini, gigantyczne różowe okulary w kształcie serc i czapa klauna na głowie. Na co dzień jest poważnym pracownikiem korporacji, może Sales Executive, pewnie ma swoje wizytówki i nosi spodnie z kantem. Rano często narzeka na korki i bywa wredna dla swojej podwładnej. Dziś pije ciepłe piwo, tańczy pod sceną i przytula się z obcymi ludźmi. Woodstock zmienia wszystko.  Czytaj dalej „Przystanek Woodstock – Festiwal Wariatów [Aktualizacja 2017]”

Co robić w Trójmieście zimą (i przy brzydkiej pogodzie)?

Jak niemal każdy gdańszczanin i gdańszczanka, zdecydowanie wolę Trójmiasto poza sezonem. Inna sprawa, że nawet środek lata nie gwarantuje pogody nad polskim morzem. Jeśli się właśnie zastanawiacie, co można robić nad Bałtykiem,  gdy jest zimno i pada, powiem od razu – lista jest długa!

Czytaj dalej „Co robić w Trójmieście zimą (i przy brzydkiej pogodzie)?”

Santa Teresa – Rio artystyczne

„Miasto kontrastów” to pojęcie nadużywane. Ale jeśli istnieje jakiekolwiek miejsce na świecie w pełni zasługujące na to miano, jest nim Rio de Janeiro. Oprócz luksusowych pięciogwiazdkowców u brzegów Copacabany i sąsiadujących z nimi złowrogich faweli przytulonych do zboczy gór, Rio kryje w sobie jeszcze jedną niespodziankę. Santa Teresa to dzielnica-dziwoląg.  Czytaj dalej „Santa Teresa – Rio artystyczne”

Puszczykowo – nadwarciańska Nibylandia

Smaki dzieciństwa… Pamiętam je wszystkie. Pierogi leniwe w szkolnej stołówce. „Kocie Języczki” – jedyne dostępne mi wówczas słodycze, wydzielane kawałek po kawałku, języczek po języczku. Złociste omlety smażone przez Dziadka, grube i puszyste. I lody włoskie domowej roboty, czekoladowo-śmietankowe, pachnące słońcem i wakacjami, serwowane przy dworcu w Puszczykówku – jedyny smak, który przetrwał do dziś.  Czytaj dalej „Puszczykowo – nadwarciańska Nibylandia”