Smak powrotów

“Kiedyś tu wrócę” – mówimy z przekonaniem, wracając z wakacji. Z żalem wsiadamy do auta czy samolotu, składamy entuzjastyczne obietnice sobie i światu, opisując zdjęcia na Facebooku. A potem planujemy kolejną podróż, szukamy tanich biletów i przeglądamy niekończące się listy miejsc, które „trzeba zobaczyć przynajmniej raz w życiu” według Onetu i National Geographic. Zaczynamy sobie uświadamiać, że życia nie starczy na zaliczenie wszystkich punktów, a co dopiero mówić o powrotach.

Czytałam ostatnio artykuł, według którego ponad 65% ludzi wybierając się na wakacje, szuka nowych kierunków, gdzie jeszcze ich nie było. To zrozumiałe, sama myślę i robię podobnie. Inspiracji podróżniczych wciąż przybywa, a czasu wprost przeciwnie – zwłaszcza że nie jestem pełnoetatowym podróżnikiem, lecz toczę boje z pracodawcami o każdy dzień urlopu. Islandia, Argentyna, Kolumbia, USA, Bliski Wschód, Bałkany, Rosja, czarna Afryka, Bieszczady – to marzenia, które wciąż czekają na swoją kolej.

Zdecydowanie zbyt rzadko wracam do miejsc już „odhaczonych”. Ilekroć jednak decyduję się na taki krok, urzeka mnie magia powrotów. Uświadamiam sobie wówczas, że ponowny przyjazd do miejsca, które nie jest domem, a jednak stało się w pewien sposób swojskie, może być równie cudownym doświadczeniem, co odkrywanie nowych zakątków. A może i cudowniejszym, bo bardziej intymnym i głębokim.

SONY DSC
Powrót na indonezyjską wyspę Gili Trawangan, tym razem z najlepszymi przyjaciółkami.

***

Spaceruję uliczkami Lizbony – po raz kolejny. Szukam znajomych zakątków i tej jednej jedynej knajpki, w której słuchałam ostatnio fado. Sprawdzam, co się zmieniło w mieście od tego czasu. Czuję radość pomieszaną z nostalgią (Portugalczyk powiedziałby: saudade), jak przy spotkaniu dawno niewidzianego przyjaciela.

Recepcjonista w hostelu w Penang poleca mi sztandarowe atrakcje miasta. Tak, wiem  – zapewniam go z uśmiechem, gdy zachwala lokalny street food. Wiesz? – pyta kpiąco. – Ile razy tu byłaś? – Pięć albo sześć – odpowiadam z dumą. Tak, wyglądam jak typowy biały backpacker z Europy w przelotnej podróży po Azji, ale nim nie jestem. Mieszkam w Malezji, znam Penang, byłam tu nawet na rozmowie o pracę. Nie trzeba mnie zachęcać do próbowania pikantnych przysmaków ani tłumaczyć ich nazw. Będę pierwsza w kolejce przy ulicznym stoisku z kari mee.

Dojeżdżam ojekiem, motocyklową taksówką do małej wioski na Sumatrze Zachodniej. Serce wali mi jak młotem, gdy rozpoznaje znajome twarze i po chwili ląduję w objęciach ludzi, których poznałam rok temu (wydaje się jak wczoraj). Nie mogę powstrzymać wzruszenia, gdy okazuje się, że oni też pamiętają.

Jadę do Poznania, ale nie sama, tym razem z C. Mam zamiar pokazać mu Poznań, który mnie czaruje od lat. Czuję dreszcz podniecenia i odrobinę stresu – czy jemu też się spodoba? Czy zrozumie, dlaczego jest to jedno z moich ulubionych miast w Polsce? Mimo wszystko dobrze się odnajduję w roli przewodnika. Lubię „dzielić się” moimi miejscami.

SONY DSC
Zawsze chętnie wracam na Kaszuby, położone rzut beretem od mojego rodzinnego Gdańska. Za każdym razem odkrywam tam coś nowego.

Takie są powroty. Ale mają jeszcze jedną zaletę. Jadąc gdzieś po raz kolejny, mamy szansę rzeczywiście poznać to miejsce dogłębnie. Kiedy radość odkrywania, charakterystyczna dla każdej podróży, łączy się ze swojską pewnością siebie, towarzyszącą powrotom, możemy wreszcie skupić się na doświadczeniach poznawczych i na spokojnie zdecydować, co chcemy robić, gdzie pójść, co zobaczyć. Przeżyć dane miejsce dużo bardziej świadomie niż przy pierwszej wizycie, kiedy rozprasza nas nadmiar wrażeń.

Mówią, że jeśli było się gdzieś tylko raz, to jakby się wcale tam nie było. Trochę surowe stwierdzenie, ale jest w nim ziarnko prawdy. Indonezja (z Jawą na czele), Tajwan, Słowacja, Hiszpania, Brazylia, Ukraina, Karkonosze… Lista miejsc, do których chcę wrócić jest prawie równie długa, co lista podróżniczych marzeń. Już teraz dopisuję Australię, którą właśnie zwiedzam. Jeszcze z niej nie wyjechałam, a już wiem, że będzie za krótko. I przyznam, że moje podróże byłyby bardzo smutne, gdybym zakładała, że odwiedzam dane miejsce tylko raz w życiu.

Moje podróże nie miałyby sensu i celu, gdyby nie powroty.

SONY DSC
Australia. Jeden z krajów, do których na pewno wrócę.
Reklamy

3 uwagi do wpisu “Smak powrotów

  1. My lubimy wracać do miejsc w których już byliśmy. Jak to mój mąż mówi: W każdym miejscu trzeba zostawić coś co będzie można zobaczyć kiedy się wróci 🙂 Warto wrócić po raz kolejny do tego samego miejsca, zawsze można zobaczyć coś nowego, zobaczyć co się zmieniło. Szkoda tylkoe, że czasu tak mało na ponowne odwiedzanie tych samych miejsc i jeszcze nowych 🙂 My też mamy całą listę miejsc ale niestety ograniczony urlop nas postrzymuje 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s