Kuala Lumpur: Hity vs. Kity

Choć mieszkam w Malezji od ponad roku, mało piszę o tym kraju, a to dlatego, że niemal wszystko w temacie zostało już powiedziane przez Zuzę 🙂 Dziś pozwolę sobie jednak na subiektywne podsumowanie popularnych atrakcji Kuala Lumpur. Oto 5 Hitów, które moim zdaniem trzeba zobaczyć i 5 Kitów, które spokojnie można odpuścić, zwłaszcza jeśli ma się ograniczony czas i budżet.

Kity

Zacznijmy od tej gorszej strony. Nie wątpię, że są osoby, którym wymienione poniżej miejsca się podobały. Ale ja uważam, że Twój pobyt w Kuala Lumpur na niczym nie ucierpi, jeśli pominiesz:

KL Tower
KL Tower
Shutterstock

Wieża podobna do tych w Berlinie czy Toronto (przy czym każde z miast uważa ją za swój własny, unikalny symbol). Wysoka na 421 m, ale dotrzeć można co najwyżej na ok. 282 m. Cena niższa od słynnych Petronas Towers, ale uwierzcie – wjazd nie jest warty nawet tych 52 RM (ok. 52 zł). Ja wjechałam w nocy, bo liczyłam na spektakularne widoki tysięcy świateł i tu się rozczarowałam – KL nie jest jednak miastem, które nigdy nie zasypia 😉 W dzień, z tego co znajomi opowiadają, panorama również nie zachwyca i jest słabo widoczna przez brudne szyby. Ewentualnie można się pokusić o wizytę w restauracji Atmosphere 360 i lunch tudzież kolację z widokiem – ale tu już musimy się liczyć z wydatkiem rzędu 100 RM (ok. 100 zł) od osoby.

Bukit Bintang

Rejon skrzyżowania ulic Bukit Bintang i Changkat został nazwany dumnie w jednym z przewodników „dzielnicą backpackerską”. Owszem, jest to strefa knajpiano-imprezowa, przy czym balują tutaj i stołują się wyłącznie turyści i ew. expaci, bo lokalsów raczej nie spotkacie. Wszędzie drogo, ciasno i raczej tandetnie. Generalnie night life nie jest jedną z mocnych stron Kuala Lumpur, wiec nie nastawiałabym się na epicki clubbing w tym mieście. Lepiej skupić się na innych walorach – o nich potem.

Chinatown

Malaysian Chinese, czyli Chińczycy urodzeni w Malezji (zwykle żyjący w tym kraju od pokoleń), stanowią niemal połowę populacji KL. I mieszkają wszędzie – tylko nie w tzw. Chinatown 😉 Nie zrozumcie mnie źle – do Chinatown można się przejść, bo i tak jest to rzut beretem od Merdeka Square (Placu Wolności), gdzie na pewno prędzej czy później trafimy. Ale nie spodziewajmy się wiele – Petaling Street to głównie kiczowate stragany, sprzedające towar rodem z dawnego warszawskiego stadionu X-lecia. Knajpy są raczej drogie, łatwo dać się naciągnąć. W sumie najciekawszym punktem dzielnicy jest… świątynia indyjska, Sri Mahamariamman Temple – najstarsza hinduska świątynia w Kuala.

Sunway Lagoon
thousandwondersnet
Thousandwonders.net

Położony na obrzeżach miasta Theme Park Sunway Lagoon reklamuje się na lotnisku, w prasie podróżniczej i przewodnikach. Obiecuje 4 strefy rozrywki, w tym park wodny i Mini Zoo. Cena wstępu dla cudzoziemców waha się między 150-200 RM (150-200 zł) w zależności od dnia tygodnia. O ile nie jesteście z dzieciakami, nie warto. W przypadku rodzinnego wypadu też lepiej się poważnie zastanowić, czy jest to godna uwagi opcja. Park nie powala na kolana atrakcjami, zresztą za wiele rzeczy jak np. zjazd tyrolką trzeba dodatkowo płacić. Dla osób powyżej 12 roku życia jedynym źródłem frajdy może część wodna, ale i ona wypada blado w porównaniu chociażby do tego, co oferuje Singapur.

Centra handlowe

Zaczynając od położonego tuż obok Sunway Lagoon ociekającego kiczem centrum Sunway Pyramid, poprzez monstrualny Megamall Midvalley aż po niezliczone galerie handlowe w centrum miasta (Suria KLCC, Avenue K, Pavilion, Berjaya Times Square), z których każda wywołuje zawrót głowy (Złote Tarasy to na azjatyckie standardy naprawdę mikrus)… Kuala Lumpur stoi centrami handlowymi i Malezyjczycy uwielbiają spędzać w nich czas. Również wielu azjatyckich gości, np. z Tajlandii, Indonezji, Singapuru czy krajów Bliskiego Wschodu przyjeżdża tu na shopping. Ośmielę się stwierdzić, że dla europejskiego turysty to średnia rozrywka – bo my nie po to przecież latamy do egzotycznych krajów, żeby spędzać czas w klimatyzowanych sklepach. Także nie wierzcie lokalsom, jeśli będą Wam polecali te przybytki konsumpcjonizmu jako główne atrakcje Kuala Lumpur…

Hity

… bo te leżą zupełnie gdzie indziej 🙂 Oto moja prywatna bucketlista, jeśli chodzi o malezyjską stolicę:

Brickfields – Little India
Banana Leaf
Shutterstock

Little India to „moja dzielnia”, bo tu od niedawna mieszkam i odkrywam lokalne uroki. Wcześniej trochę nie doceniałam indyjskiej dzielnicy (zwanej też Brickfields) – wydawała mi się przede wszystkim mała, co jest nie do końca prawdą. Owszem, jej najbardziej barwny i klimatyczny trzon stanowi główna ulica (Jalan Tun Sambathan 1), ale w bocznych uliczkach też kryje się trochę perełek do odkrycia – przede wszystkim kulinarnych. Do Brickfields trzeba się bowiem wybrać przede wszystkim ze względu na tanie i smakowite jedzenie – czy to serwowane na liściu bananowca (tzw. Banana Leaf), czy w bardziej cywilizowanych knajpkach. Ja ze swojej strony polecam np. Singh Chapati House (Jalan Thambipillay, bardzo blisko KL Sentral) oraz, dla miłośników kuchni wegetariańskiej –  Radhey’s (na rogu Lorong Padang Belia). Naprzeciwko tego ostatniego lokalu mamy też bardzo popularny przybytek Gandhi’s Vegetarian Restaurant, gdzie możemy spróbować np. wege-kurczaka czy wege-wieprzowiny 😉

Batu Caves
Batu Caves
Shutterstock

Pozostając w indyjskich klimatach – Batu Caves technicznie rzecz biorąc nie leży w Kuala Lumpur, ale to nie ma znaczenia, bo bardzo łatwo się tam dostaniemy w pół godziny, łapiąc pociąg z KL Sentral. Jest duża szansa, że hinduskie świątynie położone w jaskiniach to najbardziej niesamowity zabytek, jaki zobaczycie w Malezji. Strzegąca wejścia największa na świecie statua boga Murugana motywuje do pokonania 272 schodów na sam szczyt kompleksu – warto. Dodatkowa atrakcja to wszędobylskie małpki, dosłownie włażące turystom na głowę.

Ladies Night w Skybarze

Jeśli już koniecznie chcemy poimprezować w KL, fajną i tanią propozycją będą tzw. Ladies Night, które odbywają się w różnych lokalach w mieście zwykle w środy lub czwartki. Pamiętajmy, że w muzułmańskiej Malezji alkohol jest bardzo drogi, więc darmowe wino tudzież drinki dla pań to promocja nie do pogardzenia 🙂 Ze swojej strony polecam środy w klubie Skybar (33 piętro Traders Hotel) – co prawda serwowane za free koktajle są słabiutkie, ale wynagradza to perfekcyjny widok na Petronas Towers – zdecydowanie najjaśniejszy punkt miasta nocą.

Thean Hou Temple
Then Hou Temple_4
 Shutterstock 

Jeśli nie Chinatown, to co? Chińską atmosferę z pewnością poczujemy w położonej na wzgórzu Thean Hou Temple – jednej z największych i najstarszych świątyń w tej części Azji. Poświęcona jest Tian Hou – boginii chroniącej rybakow i ludzi morza, z którą wiąże się kilka pięknych chińskich legend. Świątynia wygląda szczególnie imponująco w okresie Chińskiego Nowego Roku (styczeń-luty), gdy udekorowana jest setkami lampionów. Choć pierwotnie buddyjska, podobnie jak wiele chińskich miejsc kultu, służy doskonale również wyznawcom taoizmu, konfucjonizmu i innych nurtów dalekowschodnich.

Night Market w Cheras

Tzw. Pasar Malam, czyli Night Market, to zjawisko, którego po prostu trzeba doświadczyć, żeby poczuć klimat Malezji! Po pierwsze street food, dla nas tak bardzo egzotyczny, tu tak bardzo uwielbiany przez miejscowych. Różnorodność smaków i przypraw, bardzo charakterystyczna dla Malezji – chyba nigdzie ten mix nie jest tak bardzo widoczny, jak na nocnym rynku. Można spróbować wszystkiego, począwszy od śmierdzących durianów, poprzez chińskie szaszłyki, nudle, snacki i tajwańskie desery. Koniecznie idźcie tam bez kolacji! Night Market w Cheras (tuż za miastem) odbywa się w środowe wieczory – od około 17:30 do północy. Z transportem publicznym może być problem, ale każdy taksówkarz czy też kierowca Ubera powinien dowieźć Was bez problemu na miejsce (Jalan Cerdas, Taman Connaught).

BONUS – Hito-kit: Petronas Towers
tumblr_o51aw3CnOb1tkairwo1_1280.jpg
 Bucketlistly

Długo się wahałam, gdzie w tym zestawieniu umieścić wieże Petronas, najbardziej znany symbol Kuala Lumpur – swego czasu najwyższy budynek świata, do dziś zachował tytuł najwyższych twin towers. Za cenę 85 RM (85 zł) wjedziemy najpierw na charakterystyczny Skybridge – mostek między wieżami (170m), a następnie na położony na 86. piętrze Observation Deck (370m). Moim zdaniem jest to doświadczenie, o które można się pokusić – z pewnością lepiej wydać pieniądze tu niż we wspomnianej KL Tower, więc jeśli ktoś obowiązkowo zalicza w każdym mieście punkty widokowe, to czemu nie. Nadal twierdzę jednak, że Kuala Lumpur nie jest metropolią szczycącym się szczególnie imponującą panoramą. Zdecydowanie wolę więc eksplorować bardziej przyziemne atrakcje!

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Kuala Lumpur: Hity vs. Kity

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s