Wyjazd czy emigracja?

W całym tym projekcie pod tytułem „wyjazd za granicę” najpiękniejszy jest moment, gdy człowiek uświadamia sobie, że szalona przygoda się skończyła. Bo nie wiedzieć kiedy, stworzył sobie nową strefę komfortu na krańcu świata.

Jakiś czas temu napisał do mnie przyjaciel z pytaniem, czy może przekazać mój kontakt swojej znajomej – dziennikarce radiowej, przygotowującej program o młodej polskiej inteligencji pracującej na emigracji. Lekko mnie to zaskoczyło, bo pomijając fakt, że nigdy nie myślałam o sobie w kategorii „młodej polskiej inteligencji”, to również słówko „emigracja” brzmiało obco. Kiedy wyjazd staje się emigracją? Czy nastąpiło to w momencie, gdy zdecydowałam się przedłużyć pobyt w Malezji po zakończeniu stażu?

Moje początki w tym kraju wyglądały zupełnie inaczej. Lokalni znajomi radzili, żebym nie wracała sama na piechotę z biura do mieszkania, a ja się ich słuchałam. Zresztą i tak nie miałam karty dostępu do condominium, bo wyrobienie było drogie, a ja przecież tylko na kilka miesięcy… Myślałam, że wszędzie będę chodzić z aiesekowcami i na początku rzeczywiście tak było. Żądna wrażeń, przygód i znajomości, niezależnie od stopnia zmęczenia byłam chętna na każdą propozycję – czy to wyjście na kolację, czy kino, impreza… Robiłam fotki wszystkiego – widoków z okna, mojego pokoju, stacji metra, każdego posiłku. Nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek będę w stanie swobodnie sama się poruszać po tym wielkim azjatyckim mieście. Sporo jeździłam taksówkami.

A potem jakoś stopniowo pewne rzeczy zaczęły się zmieniać. Okazało się, że nie zawsze praktyczne jest abym czekała na towarzystwo, wracając do domu. Odpuściłam trochę z wyjściami i imprezami, stwierdziwszy, że mam jeszcze czas, aby się tym wszystkim nacieszyć. Zapamiętałam odpowiednie numery autobusów, nauczyłam się odróżniać linie pociągów LRT i KTM i skręcać we właściwą stronę, wychodząc ze stacji na KL Sentral.

Nagle zorientowałam się, że oto szukam pracy w Maleji, a poza tym mam tutaj już swój własny tryb życia, swoje przyzwyczajenia i drobne rutyny, znajomych, przyjaciół i chłopaka, ulubione miejscówki i ulubione żarcie. Przyzwyczaiłam się do jedzenia ryżu 7 razy w tygodniu, rozróżniam 10 rodzajów nudli, a ostatnio w restauracji na wyspie Langkawi kelner spytał się mnie, skąd znam malezyjski. Moja znajomość języka ogranicza się do nazw potraw, ale w sumie właśnie one przydają się w Malezji najbardziej.

Obecnie mieszkam na przedmieściach Kuala Lumpur, które nawet mój lokalny kumpel nazywa gettem i gdzie jestem prawdopodobnie jedyną białą dziewczyną w okolicy. Na początku nawet zejście na dół do sklepu po piwo wiązało się z co najmniej dwiema przypadkowymi konwersacjami.  Teraz historię mojego życia zna już pan w sklepie, barman w knajpce i wszyscy ochroniarze w condominium. Przypadkowi ludzie nadal machają do mnie na ulicy, kiedy codziennie rano idę na przystanek.

DSC_1453

Uświadomiłam sobie, że cała ta wielka przygoda, karkołomne wyjście ze strefy komfortu by wyjechać na koniec świata, skończyło się tym, że stworzyłam sobie tutaj zupełnie nową strefę komfortu. I to jest niesamowite doświadczenie. Wspaniałe poczucie, że skoro poradziłam sobie tutaj, to poradzę sobie wszędzie i że zawsze można zacząć wszystko od nowa i zbudować sobie nowe życie gdzieś w totalnie obcym miejscu i egzotycznym kraju.

Nie czuję się emigrantką, choć może powinnam? Nie planuję zostać w Malezji na stałe, ale z drugiej strony nie przewidywałam również przedłużenia stażu, a wyszło jak wyszło.

Póki co w trakcie mojej wyjazdowej przygody przeżyłam 3 wielkie momenty euforii (sama nie wiem, który był najszczęśliwszy). Najpierw kupno biletu w jedną stronę. Potem opisany powyżej moment, gdy poczułam się tu naprawdę zaaklimatyzowana. A wreszcie zakup… biletu do domu. Nadchodzące Święta spędzę w Polsce i cieszę się z tego powodu jak głupia. Wygląda na to, że powroty są równie cudownym doświadczeniem, co wyjazdy.

Przeczytaj też: A może by tak rzucić wszystko..?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s